|
19-12-2005
Oszustwa
i pomyłki w nauce
Oszustwo
przypisywane Koreańczykowi Woo Suk Hwangowi,
dotychczas uważanemu za twórcę pierwszego klonu
człowieka, rzuca cień na całą naukę, która stała
się polem rywalizacji o sławę i wielkie pieniądze.
Naukowcy muszą zabiegać o środki na badania. Nic
dziwnego, że niektórzy chcą sukcesu za wszelką
cenę, nawet uciekając się do oszustw.
Klonowanie
- tworzenie identycznych genetycznie kopii istot żywych
- pobudza wyobraźnię zarówno pisarzy science
fiction, dziennikarzy i szarlatanów, jak i żądnych
sławy i sukcesu naukowców.
Przed
Woo Suk Hwangiem sklonowanie człowieka przypisywała
sobie sekta Raelian, czcicieli kosmitów. W ich
przypadku klonowanie miałoby być sposobem na
fizyczną nieśmiertelność - jednak
przedstawiciele Raelian nie przedstawili żadnego
dowodu na urodzenie się sklonowanego dziecka.
W
czerwcu tego roku tygodnik "Nature"
przedstawił wyniki ankiety przeprowadzonej wśród
ok. 3 tys. naukowców amerykańskich. Okazało się,
że jedna trzecia z nich przyznała się do
karygodnego postępku dotyczącego metodologii badań
w ciągu ostatnich trzech lat. Np. 15,5 proc.
badanych zmieniło projekt, metodologię lub wyniki
badań pod presją sponsorów.
Jak
napisali autorzy artykułu, współcześni naukowcy
działają pod presją współzawodnictwa, wymogów
prawnych oraz żądań przełożonych, które skłaniają
do naruszania rzetelności badań.
Oszustwa
przypisuje się nawet najsłynniejszym naukowcom.
Zdaniem dużej grupy badaczy, twórca psychoanalizy,
Zygmunt Freud, dopuścił się co najmniej dwóch fałszerstw.
Oszustwem był już pierwszy opis psychoanalizy u
pacjentki znanej jako Anna O. Freud miał ją
rzekomo wyleczyć, tymczasem dziś wiadomo, że po
terapii trafiła do zamkniętego zakładu
psychiatrycznego. Ponadto Freud próbował odzwyczaić
przyjaciela od morfiny, podając mu
"nieszkodliwą" kokainę. Lekarstwo okazało
się gorsze od choroby.
Jednym
z klasycznych oszustw naukowych jest przypadek
"człowieka z Piltdown" - półczłowieka,
półmałpy, rzekomo odkrytego w roku 1912 przez
Charlesa Dawsona. Fragment jego czaszki pochodził
od człowieka ze średniowiecza, dolna szczęka należała
do orangutana z Borneo, a ząb był kopalnym zębem
szympansa. Roztwór żelaza i kwasu chromowego nadał
kościom jednolity, "starożytny" wygląd,
a odpowiednie podszlifowanie pozwoliło na
dopasowanie poszczególnych fragmentów.
Oszustwo,
prawdopodobnie dokonane dla żartu przez współpracownika
Dawsona, wyszło na jaw dopiero po 40 latach,
dostarczając wygodnego argumentu przeciwnikom
teorii ewolucji.
Kilka
lat temu w Chinach sfabrykowano szczególnie pomysłową
skamieniałość, rzekomo brakujące ogniwo między
gadami a ptakami. Archaeoraptor okazał się
skomplikowaną układanką z 88 fragmentów skał
oraz kości różnych zwierząt, co wykazała
dopiero tomografia komputerowa.
Najsłynniejszym
chyba przypadkiem fałszerstwa w dziedzinie nauk
biologicznych był przypadek Williama T. Summerlina,
który twierdził że potrafi przeszczepiać u
laboratoryjnych zwierząt rogówkę oka, gruczoły i
skórę nawet w przypadkach, gdy teoretycznie
przeszczep nie powinien się udać.
Niektóre
pseudoodkrycia naukowe są wynikiem nie oszustwa,
ale pomyłki. W roku 2001 francuscy naukowcy z
Uniwersytetu Piotra i Marii Curie w Paryżu musieli
przyznać, że opisana przez nich na podstawie myśliwskich
opowieści i dziwnych rogów "rzadka azjatycka
kozica", Pseudonovibos spiralis, to w
rzeczywistości zwykła krowa, której rogi poskręcali
fantazyjnie tubylczy rzemieślnicy.
Szczególnie
brzemienne w skutki są pomyłki i oszustwa w
dziedzinie medycyny. Niekompetencja dziennikarzy w
połączeniu z siłą oddziaływania mediów sprawiły,
że w latach 1997-98 metoda włoskiego profesora
Luigiego di Bella znalazła szerokie zastosowanie w
leczeniu raka dzięki wręcz histerycznemu poparciu
społeczeństwa, z manifestacjami na ulicach i
kryzysem rządowym włącznie. Połączenie witamin
i modnych substancji, takich jak somatostatyna,
melatonina, bromokryptyna i retinoidy, miało
pobudzić siły odpornościowe pacjenta, nie
uszkadzając zdrowych komórek. Jednak metoda okazała
się bezskuteczna, a straty - ludzkie i materialne -
olbrzymie.
W
Polsce podobny los spotkał metodę zmarłego w roku
1996 profesora Tołpy - jego przeciwrakowy preparat
z torfu, jak się
okazało, nie tyle leczył, co pobudzał
wzrost raka. Natomiast do dziś istnieje firma
sprzedająca torfowe kosmetyki.
Opracowano
na podstawie: PAP
|