|
08-02-2006 Polska
Polska
broni się przed żywnością modyfikowaną
genetycznie
Nie
chcemy w Polsce genetycznie modyfikowanej żywności
– oświadczył po wczorajszym posiedzeniu Rady
Ministrów premier Kazimierz Marcinkiewicz. Rząd
miał się zająć ustawą regulującą produkcję i
dopuszczenie do obrotu w Polsce żywności
modyfikowanej genetycznie. Żywności, której większość
Polaków nie chce. Projekt wycofano, gdyż nie dość
dobrze chronił nasz rynek.
–
Omawiamy ten problem i dzisiaj też nad tym
dyskutowaliśmy, ale jeszcze trwają prace, tak aby
przepisy mające funkcjonować w Polsce były zgodne
z dyrektywami Unii Europejskiej – tłumaczył
wczoraj premier.
Jak
wyjaśnił nam rzecznik ministra środowiska Sławomir
Mazurek, projekt, który został w spadku po
poprzednim rządzie, został wycofany z obrad
ponieważ nie jest zgodny ze stanowiskiem nowych władz.
– Nie zabezpieczał on całkowicie przed
dopuszczeniem na polski rynek zmodyfikowanej
genetycznie żywności – precyzuje Sławomir
Mazurek.
Przeciwko
wprowadzeniu GMO do Polski protestują również
organizacje ekologiczne, wśród nich Greenpeace.
Uważają one, że modyfikacje genetyczne roślin i
zwierząt przenikają także do ludzkiego organizmu
i mogą mieć szkodliwy wpływ na zdrowie człowieka.
Zwracają
uwagę, że na przykład żywność modyfikowana
genetycznie podawana szczurom, u samców powoduje
bezpłodność. Natomiast w przypadku samic
zmniejsza się liczba czerwonych krwinek oraz waga
zwierzęcia, a rośnie poziom cukru we krwi. Rośliny
genetycznie modyfikowane, według organizacji
ekologicznych, niszczą także lokalne ekosystemy
– nie rosną chwasty i inne dzikie rośliny.
Ekolodzy obawiają się także, że jeśli
wprowadzone do uprawy rośliny transgeniczne zaczną
się w sposób niekontrolowany rozmnażać i krzyżować,
uprawa tradycyjnych okaże się już niemożliwa.
–
Problem polega na tym, że do końca nie wiemy,
jakie konsekwencję genetycznie modyfikowana żywność
ma dla organizmu ludzkiego. Badanie prowadzi się głównie
na zwierzętach laboratoryjnych. Finansują je
wielkie koncerny biotechnologiczne. I nie jest w ich
interesie, by wyszło na jaw, co grozi człowiekowi,
który konsumuje żywność zmodyfikowaną –
uważa Maciej Muskat, koordynator kampanii
Greenpeace.
Dodaje,
że dzięki akcjom jego organizacji GMO na wielka
skalę produkuje się tylko w trzech krajach:
Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Argentynie.
Dodaje, że protesty w Polsce mogą przybrać różne
formy. W ubiegłym roku, by nie dopuścić do upraw
w Polsce modyfikowanej genetycznie kukurydzy,
pikietowano przed ministerstwem rolnictwa.
Z
takimi ocenami nie zgadza się prof. Tomasz
Twardowski, prezes Polskiej Federacji
Biotechnologii. –
Obecnie do Polski sprowadzamy żywność i pasze dla
zwierząt, głównie soję i kukurydzę. Produkty te
są o około 10 proc. tańsze niż rośliny
niemodyfikowane – powiedział nam prof. Tomasz
Twardowski. Dodaje, że modyfikowana genetycznie
produkcja roślinna tylko w około 20 proc. trafia
jako pożywienie dla ludzi. Na przykład prawie
cztery piąte produkowanej na świecie bawełny, głównie
z Chin i Stanów Zjednoczonych, jest modyfikowana
genetycznie. Rośliny genetycznie zmodyfikowane
wykorzystuje się także w bioenergetyce.
Jak
tłumaczy prof. Tomasz Twardowski zgodnie z dyrektywą
unijną, państwa członkowskie nie mogą zakazywać,
ograniczać i utrudniać wprowadzenia do obrotu GMO,
jeśli nie stwarzają one ryzyka dla zdrowia
ludzkiego lub środowiska naturalnego. A dotąd, według
profesora, takich zagrożeń nie udowodniono.
Opracowano
na podstawie: Życie
Warszawy
|