|
10-08-2006 Polska
Greenpeace
chce znakowania mięsa zwierząt karmionych GMO
Znakowania
mięsa, jaj i mleka zwierząt karmionych paszą
zawierającą genetycznie zmodyfikowane organizmy (GMO)
domaga się międzynarodowa organizacja ekologiczna
Greenpeace.
Greenpeace
Polska - jak poinformowali przedstawiciele
organizacji na konferencji prasowej w Warszawie -
zbiera podpisy pod petycją do Komisji Europejskiej,
aby wprowadzić nakaz znakowania takich produktów.
Podobną akcję prowadzi Greenpeace w innych krajach
UE.
Ekolodzy
rozprowadzają także ulotki - poradniki "Czy
wiesz, co jesz?", informujące, które
produkty są wolne od GMO i w jakich sklepach można
je nabyć. Poradnik powstał na podstawie informacji
o 33 największych w Polsce sieciach sprzedaży
detalicznej oraz 56 głównych producentach żywności.
Greenpeace
Polska argumentuje, że Polacy, jak wskazuje m.in.
sondaż PBS z września 2005 r., nie chcą kupować
żywności GMO - takiej odpowiedzi udzieliło 76
proc. badanych.
W
Polsce nie wolno uprawiać genetycznie
zmodyfikowanych roślin. Prawo UE nakazuje znakować
wszystkie produkty spożywcze wyprodukowane z
organizmów zmodyfikowanych genetycznie, nie trzeba
jednak znakować produktów ze zwierząt, które były
karmione GMO.
Jak
powiedziała PAP koordynatorka projektu "Zakupy
bez GMO", Joanna Miś, badania nad wpływem żywności
genetycznie zmodyfikowanej na organizm człowieka,
który ją je, były prowadzone i nie wykazały ich
szkodliwości.
"Jednak
były to krótkotrwałe badania, prowadzone przez
koncerny produkujące rośliny zmodyfikowane, można
więc powątpiewać w ich rzetelność" - dodała
Miś.
Według
niej jedzenie roślin zmodyfikowanych, np. odpornych
na insekty, może prowadzić np. do rozwoju alergii.
Może się tak stać, ponieważ rośliny odporne na
insekty wytwarzają szkodliwe dla owadów
substancje, czyli de facto pestycydy.
Innym
problemem, na który zwraca uwagę Greenpeace, jest
wpływ upraw GMO na środowisko, a tym samym na
globalne bezpieczeństwo ludzi.
Jak
wyjaśnił PAP Maciej Muskat z Greenpeace, GMO, jako
rośliny wyjątkowo odporne, sprzyjają tworzeniu się
tzw. monokultur, czyli wielkoobszarowych upraw
jednego rodzaju, np. soi lub kukurydzy. Podkreślił,
że taka sytuacja ma obecnie miejsce np. w
Argentynie, gdzie dominującą uprawą jest soja
genetycznie zmodyfikowana, którą eksportuje się
m.in. do Europy, w tym Polski.
Według
Muskata taka monokultura grozi katastrofą
ekonomiczną w przypadku plagi np. szkodników lub
chorób atakujących tę konkretną odmianę. Ryzyko
niedoboru żywności dotknie wtedy nie tylko
Argentynę, ale także kraje importujące soję. Składniki
wytworzone z soi znajdują się w 60-70 proc.
przetworzonej żywności.
"Bezpieczeństwo
żywnościowe nie jest uzależnione od wielkich połaci
terenu obsianych tą samą rośliną. Jest zależne
od rolnictwa opartego na małych i średnich
gospodarstwach, produkujących różnorodną żywność"
- powiedział Muskat.
Jak
podkreślają ekolodzy, właśnie różnorodność
zabezpiecza produkcję żywności przed katastrofą,
bo plaga owadów lub chorób atakuje zwykle tylko
jedną odmianę. W wypadku wystąpienia plagi w różnorodnym
rolnictwie, większość upraw ocaleje. Opracowano
na podstawie: PAP
|