|
03-03-2008 Polska
Opinie
o GMO: nauka przegrywa z zyskiem
Debata
w sprawie żywności genetycznie modyfikowanej
pokazuje, jak dalece mogą się posunąć osoby z
tytułami profesorskimi w obronie nie nauki, lecz
konkretnej technologii, do tego przestarzałej i
wysoce niebezpiecznej - pisze Maciej Muskat z
Greenpeace
Pomimo
upływu jednej trzeciej wieku i ponad 350 mld
dolarów zainwestowanych w to cacko huragan
pozostaje bardziej przewidywalny, a pożar
bardziej możliwy do opanowania niż rośliny
genetycznie modyfikowane - tak w zwięzłych słowach
naszą wiedzę o GMO ujął prof. Ignacio
Chapella z Uniwersytetu Kalifornijskiego w
Berkeley. Trudno o trafniejszą recenzję.
Obawy związane z wpływem GMO na zdrowie człowieka
nie wynikają z tego, że geny z takich organizmów
mogłyby "przeskoczyć" do człowieka,
lecz z faktu, że mogą zmieniać funkcjonowanie
nas samych. Do dziś nie ma praktycznie żadnych
badań, w których przeanalizowano by wpływ GMO
na człowieka. Istnieją jedynie badania dotyczące
zwierząt laboratoryjnych. I są one niepokojące:
znaczące zmiany we krwi i nerkach szczurów
karmionych modyfikowaną kukurydzą MON863 to
tylko jeden z wielu przykładów potwierdzających,
że modyfikacja genetyczna zmienia metabolizm
komórkowy. Skutków tych zmian nie potrafimy
przewidzieć.
Kompletnym horrendum jest twierdzenie -
przytaczane w "Gazecie" przez prof.
Piotra Węgleńskiego - że 300 mln Amerykanów
je żywność GMO i nic im nie jest. Równie
dobrze ja mógłbym powiedzieć, że wskaźniki
dotyczące pogarszającego się zdrowia Amerykanów
są wyłącznie wynikiem wpływu GMO. Tego typu
stwierdzenia nie mają żadnej wartości
naukowej, bo nie są oparte na badaniach. Jedna
z odmian kukurydzy dopuszczona do spożycia
przez ludzi w USA była badana jedynie przez 45
dni. Na kurczakach.
Dużo więcej wiemy natomiast o wpływie GMO na
środowisko. Inżynieria genetyczna promuje
rolnictwo wielkoobszarowe i stosowanie chemii,
co łatwo zrozumieć, biorąc pod uwagę, że właścicielami
patentów na GMO są koncerny agrochemiczne.
Nieprawdą jest, że stosowanie GMO prowadzi do
mniejszego zużycia środków ochrony roślin.
Zużycie to jest mniejsze tylko w pierwszych
kilku latach od wprowadzenia upraw GMO. Potem
znacząco rośnie. Charles Benbrook, były
ekspert Białego Domu i dyrektor Rady ds.
Rolnictwa Amerykańskiej Akademii Nauk,
opublikował cztery lata temu raport, z którego
wynika, że po wprowadzeniu GMO w USA do środowiska
dostało się o 55 tys. ton pestycydów więcej,
niż zużyto by ich w konwencjonalnym
rolnictwie! Od wprowadzenia w USA upraw
modyfikowanych genetycznie aż 19-krotnie wzrosło
zużycie Glyfosatu, najbardziej znanego środka
chemicznego używanego przy produkcji GMO, którego
negatywne działanie na zdrowie ludzkie i środowisko
jest potwierdzone. Podobnie jest w Argentynie i
Brazylii.
Wbrew sugestiom wielu naukowców organizmy
genetycznie modyfikowane nie mają nic wspólnego
z naturalnym procesem krzyżowania znanym
rolnikom na całym świecie. Inżynieria
genetyczna przełamuje ewolucyjne bariery między
gatunkami i tworzy formy życia - sałata z
genem skorpiona, kukurydza z genem bakterii - które
nigdy nie pojawiłyby się w przyrodzie w sposób
naturalny.
I gdyby GMO przynosiły chociaż wyższe
plony... Ale nie przynoszą! W najlepszym
wypadku inżynieria genetyczna ma neutralny wpływ
na plonowanie, ale w wielu wypadkach zbiory są
mniejsze niż przy uprawach konwencjonalnych.
Najlepszym przykładem jest modyfikowana soja,
której plony są 5-10 proc. niższe od odmian
konwencjonalnych. GMO nie będą panaceum na głód
na świecie, bo nawet FAO, Światowa Organizacja
ds. Żywności i Rolnictwa, potwierdza, że głód
bierze się głównie ze złej dystrybucji żywności.
Może w takim razie GMO wzbogaca naturalne
odmiany roślin w wartości zdrowotne?
Zwolennicy GMO powtarzają historię o tzw. złotym
ryżu, którego główną zaletą miała być większa
ilość witaminy A, co z kolei miało prowadzić
do zmniejszenia ślepoty (wynikającej z
niedoboru tej witaminy) wśród mieszkańców
Trzeciego Świata. Niestety, w powodzi
marketingowych sloganów zapominają podać jedną
ważną informację: zalecana dzienna dawka
witaminy A wymagałaby spożycia kilku kilogramów
tego ryżu dziennie.
Co gorsza, mylą się ci, którzy twierdzą, że
"jak ktoś nie chce jeść GMO, to nie
musi". Współistnienie upraw
ekologicznych, konwencjonalnych i
zmodyfikowanych nie jest możliwe. Najnowszy
raport Greenpeace dokumentuje przypadki skażenia
pól, paszy i żywności roślinami GMO.
Zapylanie krzyżowe czy nasiona gubione podczas
transportu prowadzą do skażenia sąsiednich
upraw i w efekcie rolnicy są zmuszeni do
przestawiania produkcji na modyfikowaną. I właśnie
dlatego obywatele miast (500 we Włoszech),
regionów (od hinduskiej Kerali po wszystkie 54
prefektury Grecji) i całych krajów (Austria,
Szwajcaria, Francja, Włochy, Grecja, Węgry)
przekonali polityków, że jedynym rozwiązaniem
jest całkowity zakaz uprawy i obrotu GMO. Tak
jak napisał minister Nowicki: nadejdzie czas,
kiedy nawet Komisja Europejska będzie musiała
zrealizować żądanie "Europy wolnej od
GMO".
Na produktach GMO zyskują jedynie wielkie
koncerny agrochemiczne posiadające patenty do
tych roślin i sprzedające środki chemiczne do
ich uprawy, a także wielkoobszarowi rolnicy, którzy
oszczędzają na mniejszym zatrudnieniu - dzięki
masowemu stosowaniu pestycydów.
Przegrywają wszyscy inni: ponad 99 proc. rolników
na ziemi, którzy jeszcze nie uprawiają GMO,
oraz konsumenci, którzy tracą zdrowie w wyniku
coraz większej ilości chemii w pożywieniu.
W swoim artykule prof. Tomasz Twardowski posiłkuje
się niedawną wypowiedzią abp. Życińskiego
na temat GMO. Nie pozostaje więc nic innego, niż
przypomnieć słowa Jana Pawła II, który w
2000 r., podczas spotkania z 50 tys. rolników w
Watykanie, powiedział, żeby "opierali się
pokusie zysku i wysokiej produktywności ze
szkodą dla przyrody". Papież dodał też,
że "jeśli nowoczesne techniki rolnicze
nie pogodzą się z prostym językiem przyrody,
życie człowieka będzie związane z coraz większym
ryzykiem, czego niepokojące oznaki już
widzimy".
GMO bywa nazywane "żywnością
Frankensteina", lecz warto pamiętać, że
Frankenstein nie jest imieniem żałosnego,
niebezpiecznego stworzenia znanego z filmów,
lecz nazwiskiem szalonego naukowca, który był
jego autorem. Działania i argumenty przemysłu
i zwolenników GMO to arogancja wobec ograniczeń
natury i zbytnia wiara we własne możliwości.
To się kończy karą.
Opracowano
na podstawie: Gazeta Wyborcza
|
|