|
03-03-2008 Polska
Opinie
o GMO: Prof. Twardowski "Mówię
tak"
Ogromne
możliwości i nowe perspektywy związane z
wykorzystaniem biotechnologii stały się też
powodem wielu obaw. Ich wynikiem są przepisy, które
mają zminimalizować zagrożenia związane z
gospodarczym wykorzystywaniem organizmów
genetycznie modyfikowanych (GMO).
Wiele
wątpliwości i obaw dotyczących
wykorzystywania GMO w rolnictwie i produkcji żywności
wynika z braku wiedzy o istocie nowych
technologii i ich relacji z dotychczas
stosowanymi technikami w hodowli roślin
uprawnych. Najczęstszym nieporozumieniem jest
pogląd, że wprowadzanie zmian w genetycznym
kodzie organizmów stało się możliwe dopiero
dzięki metodom biologii molekularnej, a także
iż zmiany zapisu genetycznego są czymś nowym,
dotąd niestosowanym.
W rzeczywistości od zarania dziejów w
rolnictwie modyfikacje genetyczne były podstawą
udomowienia roślin i nie ma już ani jednego
gatunku uprawnego, który nie byłby
modyfikowany genetycznie. Nowością inżynierii
genetycznej jest sposób zmieniania zapisu
genetycznego organizmów, a nie sam fakt
dokonywania tych zmian. Z punktu widzenia
hodowcy roślin nowoczesna biotechnologia
stwarza tylko dodatkowe możliwości tworzenia
zmienności genetycznej, z której korzysta on w
procesie selekcji i hodowli nowych odmian roślin
uprawnych.
Ile kosztuje
zakaz dla GMO?
Przeciwnicy inżynierii genetycznej i
wykorzystania GMO bardzo starannie pomijają
nader istotny problem: ile stracimy na
rezygnacji z nowoczesnej biotechnologii. Jeżeli
my zrezygnujemy, to inni zajmą nasze miejsce!
Ile zatem będzie nas kosztować błąd
zaniechania, za który zapłacą wszyscy
podatnicy?
Wycena całościowa jest niemożliwa. Natomiast
są konkretne przykłady. Polska nie jest
samowystarczalna żywnościowo. Rocznie
importujemy ok. 2 mln ton genetycznie
zmodyfikowanej soi i kukurydzy na pasze. Można
kupić surowiec niezmodyfikowany, ale ok. 30
proc. drożej. Wtedy albo produkty powstałe na
bazie tych pasz (jaja, mleko, kurczaki, schab,
wołowina) podrożeją o blisko 10-20 proc.,
albo te same produkty będziemy importować.
Tyle że sprowadzane z zagranicy, np. kurczaki będą
skarmione paszą genetycznie zmodyfikowaną i na
dodatek będą droższe, bo z importu.
Inny przykład: gąsienica o nazwie Omacnica
prosowianka nie występowała w Polsce przed
2000 r., jednak już w 2006 r. spowodowała w południowej
Polsce straty rzędu 40 proc. Zabiegi
agrotechniczne nie dają praktycznie żadnego
efektu; co więcej, kukurydza zniszczona przez
omacnicę jest dodatkowo zanieczyszczona
mykotoksynami groźnymi dla ssaków, czyli także
dla człowieka. Genetycznie zmodyfikowana
kukurydza MON810 zapewnia plony bez strat.
Wprawdzie ziarno siewne jest droższe, za to
rolnik ma zapewniony zysk, a nie stratę. Taka
kukurydza w niewielkim zakresie jest uprawiana w
naszym kraju od 2006 r.
Dramatyczny wzrost cen artykułów rolnych, głównie
zbóż na rynkach światowych w ubiegłym roku,
pokazał, jak iluzoryczne są nagłaśniane w
mediach nadwyżki w rolnictwie. Z danych
Instytutu Ekonomiki Rolnictwa wynika, że mimo
nadwyżek w pewnych asortymentach jesteśmy jako
kraj importerem netto żywności. Oznacza to, że
wzrost wydajności i obniżanie kosztów
produkcji będą w dalszym ciągu decydowały w
walce konkurencyjnej. Zakaz wykorzystywania w
rolnictwie odmian i produktów GMO dopuszczonych
przez UE rodzi nie tylko konflikt z prawem
unijnym, ale pozbawia też polskich rolników ważnego
elementu podnoszenia efektywności produkcji.
Ponadto rośliny genetycznie zmodyfikowane mają
zasadnicze znaczenie dla produkcji bioenergii z
surowców odnawialnych oraz biomateriałów.
Alternatywne rozwiązania, np. często
wspominane rolnictwo ekologiczne czy też żywność
"naturalna", są bardzo kosztowne i mało
wydajne, a przez to adresowane do zamożnego
konsumenta gotowego za szczególny produkt zapłacić
wysoką cenę. Obecnie rolnictwo ekologiczne w
Polsce nie stanowi więcej niż 1 proc.
Strachy na lachy
Największy sprzeciw budzi stosowanie GMO w
rolnictwie w formie transgenicznych odmian roślin
uprawnych. Sprzeciw przed stosowaniem GMO
niewiele ma wspólnego z ewentualnym ryzykiem.
Uwolnienie do środowiska zmodyfikowanych
bakterii w celu ich wykorzystania w
technologiach ochrony środowiska obarczone jest
często większym ryzykiem niż uprawa
transgenicznych odmian roślin uprawnych czy też
produkcja żywności.
Obawy związane z użytkowaniem GMO w
rolnictwie, które legły u podstaw
restrykcyjnych klauzul zawartych w polskich
ustawach o paszach i nasiennictwie, najkrócej i
najbardziej rzeczowo skwitowała Komisja
Europejska. W stanowisku opublikowanym 19
stycznia br. Komisja uznała, że polski rząd
nie przedstawił żadnych danych merytorycznie
uzasadniających obawy przed GMO i modyfikowaną
genetycznie żywnością, które zostały
dopuszczone do uprawy i obrotu przez kompetentne
organy UE.
Należy podkreślić, że przepisy UE dotyczące
GMO, a szczególnie modyfikowanych roślin w
rolnictwie, są bardzo restrykcyjne. W
konsekwencji przed dopuszczeniem do obrotu lub
uprawy każda nowa transformacja, a nie tylko
rodzaj organizmów, jest szczegółowo badana
pod każdym względem.
Na zamówienie Departamentu Rolnictwa USA
Amerykańska Akademia Nauk opublikowała w 2002
r. raport o wpływie roślin transgenicznych na
środowisko koncentrujący się na ocenie, w
jaki sposób istniejące regulacje prawne
pozwalają przewidywać potencjalne zagrożenia
związane z tą technologią. Najważniejsza
konkluzja tego opracowania brzmi: rolnictwo w
istocie jest aktywnością świadomie ograniczającą
bioróżnorodność. Proces transgenezy nie wiąże
się z innym rodzajem ryzyka niż to związane z
tradycyjnymi metodami tworzenia zmienności
genetycznej. Pod względem potencjalnych zagrożeń
dla środowiska nie ma zasadniczej różnicy między
odmianami transgenicznymi a wprowadzeniem gatunków
z odmiennych ekosystemów. W przypadku roślin
transgenicznych ich znaczny stopień udomowienia
zmniejsza wręcz ryzyko tych zagrożeń w porównaniu
z tzw. gatunkami inwazyjnymi. Mimo to procedury
stosowane w procesie uwalniania do środowiska
roślinnych GMO zakładają, że potencjalne
zagrożenia są analogiczne jak w przypadku
gatunków inwazyjnych.
Dziwna jest sytuacja, w której praktycznie nie
znajdujemy żadnej "propagandy" i
"reklamy" genetycznie zmodyfikowanych
produktów (roślin, pasz, ich przetworów czy
np. leków), a obserwujemy intensywną krytykę
i zgłaszanie obaw, które nie są poparte
kompleksowymi badaniami. Komisja Europejska
prowadziła prace nad wpływem GMO na człowieka
i środowisko przez wiele lat; Europejski Urząd
Bezpieczeństwa Żywności (EFSA) prowadzi ciągły
nadzór, European Joint Research Center
nadzoruje sieć laboratoriów kontrolnych GMO.
Jednakże pojedyncze niezweryfikowane oświadczenia
w mediach (sławetne prace Pusztaia sprzed
blisko 10 lat czy też Ermakowej z 2006 r.)
zyskują znacznie większy rozgłos i te właśnie
poglądy popularyzowane są przez nielicznych
naukowców.
Najzwięźlej rzecz ujął w grudniu abp Józef
Życiński, wzywając wiernych, "aby nie
bali się żywności modyfikowanej genetycznie.
Medycyna nie ma żadnej wiedzy, by żywność
zmieniona genetycznie niosła jakieś zagrożenia".
(cytat za PAP). Pod tymi słowami podpisuję się
obiema rękami.
Bilans zysków i
strat
Warto poważnie dyskutować o potencjalnych
zagrożeniach. Pierwsza kwestia to monopole,
globalizacja i zyski. Producent pracuje dla
zysku. Obowiązkiem państwa jest kontrola, aby
zysk był godziwy i nie krzywdził ludzi.
Kwestia ładu w przyrodzie oraz zachowania bioróżnorodności
też jest bardzo istotna. Każdy producent rolny
dąży do monokultury, a zatem aby na polu
pszenicy rosła tylko i wyłącznie pszenica, a
nie maki i chabry. Zrozumiałe, że aby to osiągnąć,
rolnik stosuje chemię, która zanieczyszcza środowisko.
Dążymy do otrzymania nowych właściwości roślin
i zwierząt, które są nam potrzebne, a które
nie występowały wcześniej w przyrodzie. Przykładem
może być pszenżyto (czyli krzyżówka dwóch
niekrzyżujących się naturalnie gatunków), które
otrzymano zaledwie 50 lat temu. Albo tzw. czarne
tulipany, których wyhodowanie było możliwe
dzięki zastosowaniu promieniotwórczości.
Pozostaje pytanie: czy mamy 100 proc. pewności
i bezpieczeństwa, czy wiemy, jakie będą
efekty naszych dzisiejszych działań za kilka
pokoleń? Otóż uczciwa odpowiedź na to
pytanie brzmi: przekształcanie myśli uczonych
w codzienne produkty konsumpcyjne prowadzi do większej
liczby pytań niż odpowiedzi. Taki jest postęp
nauki i techniki. Dzięki temu współcześnie
żyjemy tak długo, a jakość naszego życia
jest na tak wysokim poziomie. Rezygnując z
innowacji, rezygnujemy z poprawy warunków
naszego wspólnego bytu.
Należy dokonać bilansu zysków i strat.
Wprowadzenie administracyjnych zakazów
spowoduje przede wszystkim import żywności (w
pierwszym rzędzie mięsa drobiowego) na dodatek
również opartej na surowcach genetycznie
zmodyfikowanych. Poza tym narażamy się na
konflikt z Unią Europejską i osłabiamy
konkurencyjność produkcji krajowej. Droższa
żywność z importu oznacza zaś wzrost kosztów
utrzymania i likwidację miejsc pracy w
rolnictwie.
Przyjęcie przez Polskę bardzo rygorystycznych
regulacji w zakresie GMO, jakimi są przepisy UE,
w wystarczającym stopniu spełnia wymogi
przezorności w korzystaniu z nowych
technologii. Nie zamyka też przed producentami
możliwości korzystania z nowych technologii, a
konsumentom daje prawo wyboru.
Opracowano
na podstawie: Gazeta Wyborcza
|
|