|
21-03-2008 Polska
Nowy
projekt ustawy o GMO
Ministerstwo
Środowiska we współpracy z Ministerstwem
Rolnictwa kończy prace nad ustawą o roślinach
genetycznie modyfikowanych. Wyznaczy ona reguły
uprawiania w Polsce roślin GMO, zasady oznaczania
produktów transgenicznych i prowadzenia badań
naukowych nad GMO.
Nowa ustawa to priorytet Ministerstwa Środowiska.
Rząd ma ją przyjąć na przełomie II i III kwartału,
a wejście w życie planowane jest na początek 2009
r. Skąd pośpiech? Sprawa GMO naraża nas dziś na
konflikt z Komisją Europejską. I jest społecznie
"nośna". Jak wynika z niedawnego sondażu
"Gazety", aż 60 proc. Polaków boi się,
że spożywanie produktów GMO może być szkodliwe
dla zdrowia; kolejne 55 proc. domaga się zakazu.
W rozmowie z "Gazetą" wiceminister środowiska,
główny konserwator przyrody Maciej Trzeciak ujawnił
najważniejsze założenia nowego prawa. W porównaniu
z projektem, który pozostawił po sobie PiS, zmiany
będą kluczowe.
- Nie będzie zakazu upraw roślin GMO. Nie możemy
go wprowadzić, bo bylibyśmy skazani na porażkę
przed Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości. Taki
zakaz byłby niezgodny z prawem UE - mówi Trzeciak.
- Bardziej nam zależy na wprowadzeniu dobrej ustawy
niż na jakichś pozorowanych działaniach, których
ostatecznym efektem byłaby przegrana i groźba
gigantycznych kar. Tym bardziej że groziłyby nam
jeszcze indywidualne pozwy przed polskimi sądami -
podkreśla wiceminister. Te pozwy mogłyby składać
np. koncerny zainteresowane sprzedażą roślin GMO
w Polsce.
Ale brak zakazu nie oznacza, że rząd PO-PSL zmienił
zdanie w sprawie GMO. Minister środowiska Maciej
Nowicki nadal chce blokować takie uprawy. Tyle że
innym sposobem. - Nasza koncepcja jest taka, żeby
wprowadzić "strefowanie" upraw GMO.
Chcemy, żeby to samorządy decydowały o istnieniu
i wielkości stref, na których dopuszczalne są
uprawy GMO - tłumaczy Trzeciak.
Bruksela nie zgadza się, żeby zakaz upraw GMO był
wpisywany do gminnego "planu zagospodarowania
przestrzennego". Resort sięgnie więc po inny
przepis: - Możliwe, że tę sprawę będą regulować
np. lokalne rozporządzenia marszałków wojewódzkich
- tłumaczy wiceminister. - Teoretycznie nowa ustawa
dopuści taką sytuację, w której cały obszar
Polski decyzją wszystkich samorządów będzie
wolny od upraw GMO - podkreśla. Trzeciak zapewnia,
że podobne rozwiązania funkcjonują np. w
Portugalii.
Eksperci mają jednak wątpliwości. - W 2006 r.
austriacki Land Oberösterreich poskarżył się do
unijnego trybunału, że Komisja nie chce mu dać
zgody na ustanowienie strefy wolnej od GMO. I ta
skarga została odrzucona. Bo zdaniem sądu brakowało
naukowego uzasadnienia - mówi "Gazecie"
prof. Tomasz Twardowski, szef Polskiej Federacji
Biotechnologii. - W UE dopuszczone jest, żeby
samorząd mógł wypowiedzieć swoją opinię o
uprawach GMO. Ale wiążącą decyzję? Nie bardzo
to sobie wyobrażam - dodaje.
Ustawa wprowadzi masę dodatkowych zabezpieczeń,
m.in. nakaz, by każda uprawa GMO (jeśli samorząd
się na nią zgodzi) była otoczona pasem buforowym
o szerokości co najmniej kilkuset metrów. (Podobne
przepisy obowiązują w innych krajach UE, np. w
Finlandii, gdzie bufor może mieć do 400 m). - Będzie
też wymóg poinformowania sąsiadów o zamiarze
uprawy GMO - mówi Trzeciak.
Projekt przewiduje również nowe zasady oznaczania
produktów GMO. Każdy produkt spożywczy będzie
musiał nosić wyraźną informację - co najmniej
tak dużą jak ostrzeżenia na papierosach - że
zawiera w sobie składniki pochodzące z roślin GMO.
Dodatkowo wprowadzony zostanie publiczny Rejestr
Upraw i Produktów GMO. Każda plantacja
transgeniczna będzie musiała w nim figurować.
Ustawa ureguluje też kwestię badań naukowych.
Eksperymenty z wykorzystaniem GMO będą mogły
prowadzić tylko publiczne jednostki badawcze w
zamkniętych laboratoriach. - Nie chcemy się zgodzić
na badania prowadzone w celach komercyjnych - mówi
wiceminister.
Rząd ma nadzieję, że takie rozwiązanie przełknie
Bruksela. W czwartek Komisja nie pracowała, nie udało
się nam więc uzyskać jej komentarza do propozycji
polskiego rządu. - Już teraz w nieoficjalnych
rozmowach Komisja twierdzi, że nasze prawo może być
najbardziej restrykcyjnym w całej Unii Europejskiej
- zapewnia wiceminister Trzeciak.
Choć intencje rządu są jasne, organizacje
proekologiczne zapewne i tak skrytykują projekt. -
Nasze oczekiwania są proste: w ustawie powinien być
całkowity zakaz upraw - mówi "Gazecie"
Maciej Muskat z Greenpeace.
Opracowano
na podstawie: Gazeta Wyborcza
|
|