Start

Aktualności

Publikacje

Prawo

Linki

Kontakt

O nas

 

       

 




 

30-03-2008 Polska

EKO kontra GMO 


Nadwaga i alergie. Dwa cywilizacyjno-zdrowotne problemy, które zaczynają coraz częściej dawać o sobie znać także w Polsce. Coraz więcej ludzi uważa, że odpowiedzią na nie jest żywność ekologiczna.

W Polsce rynek żywności ekologicznej jest szacowany na 50-600 mln zł. Ta rozbieżność dowodzi, jak niewiele o nim wiemy i jakie mamy problemy ze zdefiniowaniem, co właściwie obejmuje. W sklepach z żywnością ekologiczną kupowane są głównie warzywa, owoce, chleb i nabiał - twarogi, śmietana, masło, a także eko-wędliny. Żywność organiczna jest dużo droższa od "normalnej". Różnice wahają się od 30 do 200 proc. Wynika to z wysokich kosztów produkcji i konieczności certyfikacji.

Zdrowa czy ekologiczna

Żywność ekologiczna to produkty, które mają certyfikat zgodny z prawem unijnym opisany we właściwy sposób na opakowaniu poprzez unijne logo i adres jednostki certyfikującej. Jest ona mylona z tym, co na rynku funkcjonowało przez lata jako "zdrowa żywność" - żywność naturalna, ale z ekologicznym procesem produkcji nie ma nic wspólnego. - Przepisy unijne zabraniają zamieszczania deklaracji zdrowotnych na etykietach produktów. Można wywiesić szyld "Zdrowa Żywność" nad wejściem do sklepu, ale nie wolno tak znakować produktów. Termin ten jest jednak potocznie stosowany przez konsumentów - mówi dr inż. Urszula Sołtysiak, dyrektor jednostki certyfikującej AGRO BIO TEST.
Polski przekład wspólnotowego rozporządzenia nr 834/2007 "w sprawie produkcji ekologicznej i znakowania produktów ekologicznych" legalizuje termin "żywność ekologiczna" jako odpowiednik angielskiego "organic food". W Unii Europejskiej mamy trzy synonimy: rolnictwo organiczne = biologiczne = ekologiczne, a więc także trzy określenia jego produktów. Aby zachować pełną ścisłość, lepiej byłoby mówić o żywności z rolnictwa ekologicznego lub żywności eko-rolniczej, ale Polacy lubią skróty myślowe i "żywność ekologiczna" zaczyna funkcjonować jako nazwa własna.

Rolnik certyfikowany

Aby zacząć produkować żywność ekologiczną, trzeba uzyskać certyfikat. W tym celu rolnik zgłasza się do jednostki certyfikującej ze stosownym wnioskiem. Musi on zawierać opis i mapkę gospodarstwa, wypis z rejestru gruntów, a także roczny plan produkcji. Po weryfikacji dokumentów wyznaczany jest termin kontroli w sezonie wegetacyjnym. Z chwilą złożenia wniosku rolnik zaczyna okres przechodzenia na ekologiczne metody uprawy bądź hodowli. Okres przejściowy trwa 2 lata w przypadku upraw rolniczych; jeżeli uprawy są inne niż trawy, a więc np. sadownicze, okres przechodzenia trwa 3 lata. Obligatoryjne kontrole są przeprowadzane raz w roku. Zdarzają się też niezapowiedziane kontrole doraźne.
Uzyskanie takiego certyfikatu wiąże się z kosztami, które są uzależnione od powierzchni gospodarstwa. Opłata za kontrole w 2007 r. w małym gospodarstwie o powierzchni do 5 ha wynosiła 600 zł. W przypadku, gdy areał przekracza 300 ha, cena wzrasta do 2000 zł. Warto zaznaczyć, że rolnik otrzymuje dofinansowanie do kosztów kontroli w kwocie 500 zł, a także może uzyskać dofinansowanie z tytułu przedsięwzięć rolno-środowiskowych z pakietu "Rolnictwo ekologiczne". Wysokość tych środków zależy od rodzaju uprawy. Dla przetwórni koszt certyfikatu mieści się w przedziale od 1 tys. do 2 tys. zł.
Producentów rolnych stosujących metody ekologiczne było w Polsce w końcu 2007 r. 11 887 (wzrost o 29 proc. w stosunku do 2006 r.). 5 159 z nich przestawiało dopiero produkcję w tym kierunku.
Przetwórni produktów rolnictwa ekologicznego, znajdujących się pod kontrolą jednostek certyfikujących, było w końcu 2007 r. 207 (wzrost o 27 proc. w porównaniu z 2006 rokiem). Wzrost liczby takich przetwórni w 2006 r. w stosunku do roku poprzedniego wyniósł 81 proc.
Polscy producenci żywności ekologicznej utworzyli w 2006 roku Grupę O!eko. Powstała wspólna marka i własne logo, której celem była promocja żywności ekologicznej na rynku krajowym i zagranicznym.
- Grupa O!eko zawiązała się dla jednego zasadniczego celu - wspólnego marketingu. W trakcie wielu spotkań doszliśmy do przekonania, że jeśli myślimy o działaniach wybiegających w bardziej odległą przyszłość, to nie da się współpracować tylko w tym zakresie - mówi Marek Kubara, prezes zarządu Grupy O!eko i właściciel firmy Ekoprodukt. Tak powstał (w końcu 2007 r.) Klaster Bioprodukt. Jest on pierwszym i jedynym klastrem, który ma zasięg ogólnokrajowy. Jego członkami są producenci rolni, przetwórnie i jednostki badawczorozwojowe. - Klaster daje przetwórcom duże szanse na wprowadzenie innowacyjnych technologii. Wspólnie z instytutami naukowymi pracujemy nad wyprodukowaniem soków ekologicznych posiadających walory, które będzie można wykorzystać w leczeniu i profilaktyce chorób układu pokarmowego - mówi Tadeusz Szynkiewicz, właściciel firmy Bio Food sp. z o.o. Pierwsze efekty są oczekiwane najwcześniej za rok. Korzyści z przynależności do klastra widzi także Marek Głowacki, właściciel agencji reklamowej Brandy Advertising: - Klaster daje nam większą siłę w działaniu, we wspólnym interesie - mówi.
- W grupie O!eko i klastrze są oczywiście spory, bo to jest normalne - zauważa Marek Kubara. - Niektórzy z nas mają względem siebie konkurencyjne oferty, ale zawsze dochodzimy do konsensusu w ustalaniu wspólnej oferty i wspólnych celów strategicznych.

Ta szansa może być stracona

Głównym zagrożeniem dla produkcji ekologicznej żywności byłoby wprowadzenie w Polsce upraw organizmów genetycznie zmodyfikowanych - uważają członkowie klastra. Pyłek rzepaku przenosi się na odległość 8 km, co przy rozdrobnionej strukturze zasiewów wyklucza skuteczne stosowanie stref buforowych. Uwolnienie upraw GMO nie da się pogodzić z planami rozwoju rolnictwa ekologicznego.
- To, co jest walorem naszego rolnictwa, może zostać szybko zniszczone. Na razie mówi się o paszach, ale jestem przekonany, że pójdą za tym nasiona i to będzie katastrofa - stracona ogromna szansa, którą nadal mamy i nie do końca wykorzystujemy, by zdobyć przewagę konkurencyjną na rynku europejskim poprzez rozwój produkcji ekologicznej - mówi prezes Grupy O!eko Marek Kubara. - Gdyby Polska została wyspą wolną od GMO, moglibyśmy oferować żywność, która - jestem o tym przekonany - byłaby najbardziej poszukiwaną i której będzie brakować. Można uzyskać za nią dużo wyższe ceny. Opłacałoby się nawet zapłacić kary, którymi straszy nas Unia Europejska, jeśli nie wprowadzimy GMO. To byłaby kropla w stosunku do korzyści, jakie moglibyśmy odnieść, stawiając na żywność ekologiczną i stawiając tamę GMO. Mamy potencjał, by w ciągu 10 lat stać się największym producentem żywności ekologicznej w Europie.
Produkty ekologiczne mają także dużą konkurencję w postaci tzw. wyrobów tradycyjnych. Przy produkcji ekologicznych wędlin ograniczona jest możliwość stosowania soli peklującej - a tradycyjne nie mają tego typu ograniczeń. Jeszcze innym czynnikiem ograniczającym rozwój rynku żywności organicznej w Polsce jest fakt, że nasza zwykła żywność jest naprawdę dobra, dużo lepsza od żywności, jaką można kupić na Zachodzie. Tego zdania jest też prezes zarządu spółki Mogo Paweł Makowski, który dostrzega, że w Polsce rozwój rynku bioproduktów może się trochę opóźnić, gdyż mamy bardzo dobre zwykłe jedzenie. W mniejszych miejscowościach cały czas można kupić dobrą żywność na targach, bazarach czy bezpośrednio od rolników. Dlatego rynek żywności ekologicznej rozwija się głównie w dużych miastach.

Za 2,5 euro

Prezes grupy Bakalland Marian Owerko szacuje wartość rynku żywności ekologicznej w Polsce na 70-80 mln euro. Instytut Badań i Rozwoju Zdrowych Stylów Życia oblicza wielkość rynku ekożywności na 300-600 mln zł. Rynek niemiecki w 2006 r. szacowany był na 5 mld euro, a rok później na ok. 6 mld. Podczas gdy w 2004 r. przeciętny Polak wydał na żywność ekologiczną 4 eurocenty, a w 2006 r. 1,3 euro, to statystyczny Niemiec w tym samym 2006 r. wydał ponad 70 euro. Prognozy przewidują, że w 2010 r. przeciętny polski Kowalski kupi biożywność za 2,5 euro. Jednak Marek Kubara jest przekonany, że wzrost będzie większy - jeśli wziąć pod uwagę dynamikę rozwoju branży ekologicznej.
W Niemczech powstały nawet supermarkety o pow. 1000-2000 mkw. oferujące wyłącznie certyfikowane produkty BIO, czyli wytworzone z surowców rolnictwa ekologicznego, w tym kosmetyki czy środki czystości. W Polsce generalnie panuje przekonanie, że żywność ekologiczna - o kilkadziesiąt procent droższa od konwencjonalnej - jest dla bogatych i świadomych konsumentów. Innymi słowy, jest to nadal rynek niszowy, choć z tendencją wzrostową. W całej Polsce jest około 500 eko-sklepów, w Warszawie około 40.
Na Zachodzie żywność ekologiczna jest dostępna w specjalistycznych sklepach, powstają też markety ekologiczne, które oferują tysiące artykułów z certyfikatem; w każdej sieci znajdziemy stoisko z żywnością ekologiczną. Coraz częściej kupują żywność ekologiczną stołówki szkolne i studenckie, hotele, restauracje. W naszym kraju, w opinii prezesa Bakallandu, ze względu na skalę sprzedaży stoiska w super- i hipermarketach będą na pierwszym miejscu. Sklepy specjalistyczne uzupełnią stoiska w sieciach handlowych. - Obecność w sieciach pozwala ludziom spróbować kilku organicznych produktów przy okazji robienia innych zakupów, inaczej może nigdy nie wybraliby się do sklepu z ekologiczną żywnością - uważa Paweł Makowski. Jednak, jak dotychczas, tylko w niektórych supermarketach można, i to z trudem, znaleźć regały z ekologiczną żywnością. - Jako Bio Food jesteśmy teraz z Polską Ekologią w warszawskich Carrefourach oraz z O!eko w Tesco i Auchan. Mamy do zagospodarowania jeszcze cały rynek gastronomiczny HORECA oraz uzdrowiskowo-leczniczy SPA - mówi Tadeusz Szynkiewicz.
Sklepy z produktami ekologicznymi powstają w dzielnicach zamieszkałych przez ludzi młodych, wykształconych i zamożniejszych - to pierwsza grupa klientów konsekwentnych. Drugą zauważalną grupą są emeryci, którzy szukają ratunku w tej żywności i często traktują ją jako lek. Ostatnio ta tendencja się zmienia, żywność ekologiczna jest kupowana jako budująca zdrowie, według zasady - lepiej zapobiegać, niż leczyć. Większość osób, które przychodzą do sklepu z produktami organicznymi "Amarantus" w Górze Kalwarii to ludzie z problemami zdrowotnymi: alergia, choroby nowotworowe, dolegliwości układu pokarmowego, a także chęć zrzucenia kilku kilogramów. Są i tacy, którzy mają świadomość, że to, co jemy, ma ogromny wpływ na nasze zdrowie i choć nie mają problemu ze zdrowiem, to kiedyś go mieli i teraz wolą wydać więcej na jedzenie niż na leki - mówi właścicielka sklepu Dorota Karpińska.
Głównymi klientami sklepów i stoisk z ekologiczną żywnością są przede wszystkim kobiety między 30. i 50. rokiem życia. Ale ostatnio coraz więcej mężczyzn w wieku 30-40 lat także jest zainteresowanych produktami bio. Panowie zaczynają bowiem bardziej o siebie dbać, co jest wynikiem zmian kulturowych, a także wzrostu dochodów.
- Teraz klient dokonuje spontanicznych wyborów, próbuje, sprawdza. Jednak w ciągu półrocza będzie to klient konsekwentny, przywiązany do marki i wartości związanych z konsumpcją żywności ekologicznej - uważa Marian Owerko. Najistotniejszą pobudką są wartości zdrowotne takiej żywności i chęć stosowania profilaktyki zdrowotnej. Drugim ważnym determinantem jest fakt, że zdrowa żywność gwarantuje brak szkodliwych substancji, tj. pestycydów, hormonów, azotanów etc. Nie jest również modyfikowana genetycznie. Dla wielu konsumentów ma to fundamentalne znaczenie. Ostatnim argumentem jest moda, za którą konsumenci lubią podążać.
Minęły czasy, gdy jedynym kryterium wyboru była cena. W przeciwnym razie na rynku ekologicznym nie byłoby wzrostu sprzedaży o 20-30 proc w skali roku.
Wszyscy zgadzają się z twierdzeniem, że konsumenci szukają wysokiej jakości, za którą są skłonni więcej płacić. Dużą rolę w rozwoju tego rynku odgrywa edukacja ekologiczna. - Najbardziej zależy nam na tym, by ludzie zrozumieli procedurę produkcji zdrowej żywności. Chcemy, by pojęli, że tego certyfikatu nie można kupić, że trzeba spełnić wiele warunków i nikomu się nie opłaca oszukiwać. Ani rolnik nie będzie ryzykował czasu, jaki poświęcił, by dostać certyfikat, ani jednostka certyfikująca - bo może stracić uprawnienia. Dzięki temu konsument ma gwarancję jakości - mówi prezes Mogo. Paweł Makowski przewiduje pojawienie się kilku nowych konkurentów przyciągniętych rozwojem tej branży.

Opracowano na podstawie: Rynek Spożywczy

 

 

© Polskie Stowarzyszenie Fitosanitarne 2004